DSCN5079DSCN5076Jesteśmy niesamowicie szczęśliwi. Sami zrobiliśmy sobie prezent na Zająca!:) I to jaki! Udało nam się zjechać z kolejnymi kilogramami w dół! Oboje już zeszliśmy poniżej 100 kg wagi ciała. Tym razem mnie udało się przekroczyć tę granicę! Nie pamiętam kiedy ostatnio ważyłem mniej niż 100 kg! Było to chyba jakieś 6 lat temu przed naszym weselem. Bardzo dawno temu.

Jest jeszcze jedna sprawa, która mnie bardzo cieszy. Udało mi się uciec z progu I stopnia otyłości do nadwagi! Stało się to już tydzień temu, ale przeoczyliśmy to. Dopiero tego dnia, kiedy aktualizowaliśmy nasze dane na stronie bloga i wyliczaliśmy BMI, okazało się, że już jestem w nadwadze, a nie w otyłości! Dzisiejsza waga tylko potwierdza ten stan rzeczy. Podsumowując udało mi się zrzucić od ostatniego tygodnia 3,5 kg. Obecnie ważę 96,6 kg. Żona schudła równe 2 kg. Jej aktualna waga to 95,3 kg. W pasie zjechałem 3 cm, a żona 2 cm.

Ostatnie wyniki są niesamowite i oczywiście motywują nas jeszcze bardziej do kontynuacji diety. Jednakże nie wszystko jest takie różowe, jakby się mogło wydawać. Wydarzyło się bowiem sporo w ciągu ostatniego tygodnia, o czym teraz chciałbym napisać.

Oboje zauważamy już pierwsze objawy poprawy zdrowia wynikające z oczyszczania organizmu. Poza utratą wagi jest to poprawa stanu skóry, obniżenie ciśnienia tętniczego, zanik zgagi i refluksu żołądkowego. Generalnie czujemy się zdrowsi. Jednakże też trzeba napisać o minusach tego typu diety. Zacznijmy od poczucia zimna.

Brr… Ale zimno!

Musimy się naprawdę ciepło ubierać, czy to w domu, czy wtedy, kiedy wychodzimy na spacer albo zakupy, czy też do pracy. Moja sytuacja jest szczególnie trudna. Dostarczam do organizmu tylko 800 kcal, a pracuje w temperaturze, która na hali produkcyjnej nie przekracza 7 stopni Celsjusza. Praca w takiej temperaturze niezwykle pochłania energetycznie. W tym celu żona przygotowuje mi do pracy dwa ciepłe posiłki dziennie (np. leczo jarskie na jednej przerwie + mus jabłkowy na ciepło na drugiej). Dodatkowo na każdej przerwie posilam się ciepłą herbatą z termosu lub ciepłym sokiem z porzeczek lub aronii. To one sprawiają, że zimno nie jest takie przejmujące. Poza tym staram się spożywać podwójne porcje jedzenia, żeby zaspokoić głód wynikający z wysiłku jak i pracy w zimnie. Bezpośrednio przed wyjściem do pracy zjadam też podwójną porcję gorącej zupy lub innego posiłku. I co? Wciąż chudnę! Niesamowite!:)

Nic mi się nie chce.

Obniżenie energii życiowej i refleksu. Oboje z żoną czujemy się przymuleni, brak nam energii, a czasem nawet siły do prostych czynności życiowych. Zauważyliśmy także naszą zwolnioną reakcję na niektóre bodźce z zewnątrz. Związane to jest na pewno z ograniczeniami: kalorii, węglowodanów i białka. Dostarczamy minimalne ilości węglowodanów, są to tylko i wyłącznie węglowodany pochodzące z owoców. Nie dostarczamy też białka w postaci białka zwierzęcego, wiadomo dlaczego. Natomiast białko roślinne spożywamy w śladowych ilościach. Jest to białko zawarte przede wszystkim w roślinach strączkowych jak fasolka i groch. Jeżeli już czujemy całkowity brak energii sięgamy po dodatkową porcję owocu bądź przekąski takiej jak suszona śliwka.

Ale bym sobie coś zjadła.

Kryzysy. W tym tygodniu ostry kryzys dopadł żonę. Miała kilka dni złego samopoczucia. Pojawiły się bóle głowy i łapało ją poczucie głodu. Nie wytrzymała i sięgnęła po coś, co jest zabronione w naszej diecie. Przegryzła sobie po prostu kawałek pełnoziarnistego chleba. Poczuła straszne wyrzuty sumienia i aby zrekompensować dodatkowe kalorie zaczęła intensywnie ćwiczyć. Wydaje mi się, że wyszło jej to na dobre:)

Chyba sobie sama nie dam rady.

Samotność w diecie. Bardzo ważne, żeby mieć wokół siebie osoby, które odchudzają się w podobny sposób lub jeżeli takich nie ma, liczyć na wsparcie najbliższych. Przychodzą naprawdę ciężkie chwile i takie wsparcie jest niezbędne. Żona największe kryzysy przeżywa wtedy, kiedy zostaje sama w domu z dziećmi. Często walczy sama ze sobą i ze swoimi zachciankami. W takiej sytuacji można się szybko złamać i sięgnąć po zakazaną przekąskę. Często też przychodzą jej myśli, że jest głodna, chociaż po każdym posiłku czuje się nasycona. To jest podświadoma chęć po sięgnięcie jakiegoś rodzaju pożywienia, który z reguły ma poprawić nam nastrój. Jest to jeszcze pozostałość po tzw. żywieniu emocjonalnym, którego nie tak dawno była ofiarą. W spełnianiu zachcianek pomaga jej to, że ma zawsze coś pod ręką. Jest to, albo dzbanek wody, albo świeżo wyciśnięty sok owocowy lub warzywny, albo suszone śliwki. Pomimo tego, że zawierają sporo kalorii suszone śliwki przyspieszają metabolizm, więc nadmiernie dostarczone kalorie w jakiś sposób wyrównują się.

Poszukiwacze zaginionej Arki.

Pojawiły nam się trudności w zakupie niektórych produktów do diety. Z racji tego, że odchudzamy się na emigracji, borykamy się z brakami niektórych produktów. Są to: czarna rzodkiew, rzodkiewka, rzepa, kabaczki czy pieprz ziołowy. To co normalnie w Polsce możemy zakupić na każdym warzywnym targu, w Finlandii nie jest takie proste. Czasami przejeżdżamy samochodem po 30 kilometrów, żeby dostać upragnione warzywo:) To jest dopiero poświęcenie!;) Dzisiaj przykładowo, za kalarepą i dynią goniliśmy aż 35 kilometrów, jechaliśmy aż do Raumy, w której są dwa duże hipermarkety. W jednym (na szczęście!:)) udało nam się dostać poszukiwane warzywa.

Ulepszacze smaku.

Zaczęliśmy poprawiać sobie smak sałatek i surówek, które są w diecie. Super sprawa! Udało nam się połączyć kilka składników, które nie są zabronione w diecie i udało nam się otrzymać sos, ala vinegret. Zaczęliśmy go dodawać do sałatek i surówek, oczywiście nie do wszystkich. Dzięki temu zmieniliśmy ich smak. Spożywamy je teraz z większą ochotą. Zmieniło się nasze nastawienie do tych, do których mieliśmy już wstręt. Taki zabieg spowodował też poprawę naszego nastroju. Czasami już mieliśmy dosyć kolejnej porcji surówki czy sałatki. Poprzez proste dodanie sosu zdecydowanie zmienił się do nich nasz stosunek. Spożywając kolejne porcje surówek i sałatek czujemy się teraz nasyceni i usatysfakcjonowani.

Jesteśmy już na półmetku! Hurra!

Czujemy się niezwykle dumni i zadowoleni, że nie zawiedliśmy siebie i Was na półmetku diety. No, może poza tym małym incydentem z chlebkiem, no ale w końcu jesteśmy tylko ludźmi. Mamy wciąż jeszcze wiele do zrobienia i czeka nas wiele trudności do pokonania, ale jesteśmy dobrej myśli. Zgubiliśmy już razem ponad 20 kilogramów, więc jest czym się szczycić. Mamy nadzieję, że dalej będziemy podążać wytyczoną drogą i dalej siebie i Was zaskakiwać. Chciałbym żebyście też zaczęli nas zaskakiwać! Dawajcie znać co u Was i jak Wasze postępy w odchudzaniu! Piszcie, wrzucajcie komentarze na blogu lub facebooku! Szukamy odważnych, którzy dołączą swoje zdjęcia i opis w zakładce „Metamorfozy”. Nie wstydźcie się i nie obawiajcie się! Razem będzie nam łatwiej i raźniej zmieniać swoje życie! W końcu jest to walka o nasze zdrowie! Zróbmy coś dla siebie! Nadszedł już czas! Walka dopiero się rozpoczyna!