Za nami kolejny tydzień walki z nadwagą. Nauczeni doświadczeniem z poprzedniego, kryzysowego tygodnia diety regeneracyjnej podjęliśmy twarde i zdecydowane postanowienie. Nie wychodzimy pod żadnym pozorem poza nawias, tzn. trzymamy się ściśle diety! Do tego dołożyliśmy jeszcze intensywne ćwiczenia. Koniec już z pobłażaniem sobie! Nadszedł najwyższy czas na prawdziwy wysiłek fizyczny! Zaczęliśmy biegać! Mamy już za sobą pierwsze pokonane kilometry! Może nie jest to tempo, które rzucałoby na kolana, ale nie o to w tym wszystkim chodzi. Ważne jest to, żeby stopniowo zwiększać aktywność fizyczną, systematycznie wzmacniać mięśnie i stawy i krok po kroku podnosić funkcje oddechowe organizmu i krążenie krwi. To wszystko pomoże nam także sukcesywnie rozkręcić przemianę materii. Właśnie taki jest założony przez nas cel ćwiczeń aerobowych, tzn. biegania, jazdy na rowerze, fitnessu czy nordic walkingu. Dzięki temu, zyskamy później, dobry punkt wyjścia do jeszcze bardziej wzmożonych ćwiczeń w kolejnych etapach naszego odchudzania.

Spokojnie i do celu!

Ostatni tydzień można nazwać w miarę spokojnym i bez jakichś nadzwyczajnych i nieprzewidzianych historii. Trochę brakowało nam snu, ze względu na chorobę naszego małego, ośmiomiesięcznego syna. Ale to nie było żadnym powodem do wymówek i narzekania. Wzięliśmy się ostro do roboty, bo wiedzieliśmy, że nawaliliśmy i daliśmy plamę wcześniej, w czasie pierwszego tygodnia diety regeneracyjnej. Nasyciliśmy się już nowymi produktami i odzyskaliśmy kontrolę nad ilością przyjmowanych pokarmów. Już nie było tak, że wszystkiego chcieliśmy spróbować od razu i naraz, tak jak to się niestety stało wcześniej, bezpośrednio po zakończeniu półtoramiesięcznego postu warzywno-owocowego. Mieliśmy do zrealizowania konkretny cel i jemu podporządkowaliśmy się, trzymając się sztywno reguł wyznaczonych przez dietę i stopniowo zwiększając aktywność fizyczną. To wszystko przyniosło owoce i mile zaskoczyło nas na wadze. Tym razem już oboje schudliśmy! Ja zgubiłem w ciągu tygodnia 1,6 kg! W pasie straciłem aż 2 cm! Moja aktualna waga to 90,8 kg, a obwód w pasie, pierwszy raz od niepamiętnych już czasów zszedł poniżej 100 cm i wynosi teraz 99 cm! Żona natomiast zjechała z wagi 0,7 kg. Jej obwód w talii pozostał na niezmienionym poziomie i wynosi dokładnie 109 cm.

DSCN5685

DSCN5717Warto więc było! Restrykcyjne trzymanie się diety przyniosło oczekiwane przez nas efekty! Ani razu nie złamaliśmy się! Nie zjedliśmy niczego, co wychodziłoby poza jadłospis. Oczywiście zamiennie stosowaliśmy niektóre produkty, bądź jedliśmy tę samą zupę przez dwa dni, co skutkowało wyrzuceniem jakiegoś dania z diety. Natomiast nie przekroczyliśmy zasad dotyczących jedzenia słodyczy, słonych przekąsek i mięsa. Twardo trzymaliśmy się narzuconych przed dietę i siebie zasad. No i są teraz tego widoczne efekty!

Czym dalej w (fiński) las tym lepiej!

Jest nam coraz łatwiej! Czym dalej i głębiej zapuściliśmy się z dietą w las tym jest lepiej! Oswoiliśmy się już z nią! Nowy sposób żywienia zaczyna stawać się stylem naszego życia. Przyzwyczajamy się do nowych produktów, nie kręcimy już nosem na kolejne porcje sałat, surówek, zup czy owoców. Kiedyś nie wyobrażaliśmy sobie obiadu bez mięsa, dobrego sosu, a później obowiązkowego deseru z kawą w roli głównej. Teraz to już nie wchodzi w grę! Nawet o tym nie myślimy! Przez pierwsze tygodnie diety musieliśmy się ratować różnymi podstępami, żeby nie sięgnąć po zakazaną przekąskę. Stosowaliśmy triki typu: podjadanie śliwek, rodzynek, zapijanie wodą potrzeby zjedzenia czegoś zabronionego. Teraz po prostu przestaliśmy o tym myśleć! Zachcianki zniknęły z naszych myśli bezpowrotnie! Tak jakby w ogóle przestały istnieć!

Nie brakuje nam też białego chleba. Spożywamy ciemne, pełnoziarniste pieczywo i chrupki chleb żytni. W zupełności nam to wystarcza. Nawet nie szukamy żadnych alternatyw dla dietetycznego pieczywa. Pięć kromek pełnoziarnistego chleba dziennie i mamy już w zupełności dość.

Przychodzą jednak takie chwile, że po prostu nie mamy energii po całym wyczerpującym dniu. Przeważnie wstajemy o piątej rano, kiedy budzi nas syn. Córka słysząc syna, wstaje niewiele później. Praca, codzienne domowe obowiązki i dieta czasami sprawiają, że brakuje już energii do ćwiczeń. Ale nie poddajemy się tak łatwo! Znaleźliśmy na to sposób! W takim kryzysowym momencie robimy sobie mix złożony z rodzynek oraz orzechów laskowych, włoskich i migdałów. To naprawdę pomaga! Po takim zestawie ostatnio udało mi się przebiec 2 kilometry i jeszcze dorzuciłem do tego 2 godzinną grę w tenisa.

Często w sytuacji tzw. zjazdu energetycznego przychodzą myśli o gorącej kawie. Ale my na to też mamy odpowiedź! Zastępujemy sobie nią gorącym, naturalnym i ciemnym oraz posłodzonym miodem kakao. Rewelacja! Dodaje tyle samo energii, a może nawet i więcej od mocnej kawy! A przede wszystkim jest wspaniałym źródłem potasu, wapnia, fosforu i magnezu, źródłem witaminy E, B1, B2 oraz B3. Obecność tych makroelementów i witamin ma niebagatelne znaczenie w trakcie zwiększonego wysiłku fizycznego. Tak więc zamiast wypłukiwać z kawą magnez i inne makroelementy oraz witaminy, my je dodatkowo dostarczamy do organizmu! Przez to możemy jeszcze wydajniej spożytkować je w trakcie wzmożonej aktywności fizycznej.

Niedoceniane jaja.

058099_r0_620

Za to może nie tyle co brakuje, bowiem możemy je spożywać i są dozwolone w diecie, co mamy niepohamowaną ochotę do skonsumowania większej ilości jaj. Stały się one dla nas swoistym rarytasem. Zawsze jest nam ich w posiłku za mało. Czy zjemy jedno, czy dwa zawsze chciałoby się nam więcej. Może to być efektem niedoborów białkowych. Może też organizm domagać się cholesterolu pochodzącego z żółtka, który wbrew obiegowym opiniom wcale nie jest taki zły. Przy jego pomocy odbywa się wchłanianie witamin w organizmie i ich rozpuszczanie we krwi. Cholesterol syntetyzuje promienie słoneczne do witaminy D3 – niezbędnej do walki z otyłością, nowotworami, infekcjami i chorobami serca. Witaminy zapewniającej młody wygląd naszej skórze i wzmacniającej sprawność mięśni, które wykonują tak ciężką pracę w trakcie każdego wysiłku fizycznego.

Chyba już się nam pomieszało w głowach.

Ktoś pomyśli, że dieta pomieszała nam w głowach. I chyba będę się musiał z tym poglądem zgodzić. Faktycznie to prawda, tylko w dobrym tego słowa znaczeniu. Interesujemy się wszelkimi nowinkami z zakresu zdrowego odżywiania. Kiedy wypowiada się w telewizji jakiś znany dietetyk, w domu zalega cisza. Interesuje nas wszystko co jest zdrowe i co może nam pomóc w redukcji nadwagi. Zaczęliśmy się coraz bardziej zagłębiać w przepisy i produkty niezbędne do diety wegańskiej i wegetariańskiej. Ciekawią nas nowe warzywa, takie, których jeszcze nie mieliśmy okazji spróbować. Wynajdujemy wciąż nowe przyprawy, oliwy, nasiona i kiełki. To wszystko zachęca nas, żeby zacząć eksperymentować w kuchni. Cały czas szukamy inspiracji u innych, tych którzy zaczęli się zdrowo odżywiać i chwalą się nowymi przepisami. To wszystko chcielibyśmy także wcielić do naszego życia i codziennego jadłospisu. Zaczęła nas także pasjonować kuchnia chińska. Mnogość produktów, przypraw i do tego wszystko jeszcze takie smaczne i zdrowe! Z dnia na dzień zdrowa i niskokaloryczna dieta oparta na produktach, których jeszcze nigdy w życiu nie mieliśmy w ustach, staje się dla nas niezwykle pociągająca i interesująca.

Jak to! My nie damy rady!?

Z każdym dniem diety, ćwiczeń i zmagań z nadprogramowymi kilogramami czujemy się coraz lepiej. Na początku stosowanie się do jakichś rygorów, zasad wywoływało u nas efekt wyparcia. OK. Chcielibyśmy schudnąć, ale przecież to tak ciężko, tyle wyrzeczeń i trudu. Jeszcze do tego jakieś ćwiczenia, a co z dziećmi i pracą? Kiedy znaleźć na to czas!? Nie damy rady! Przecież to takie trudne i wyczerpujące! Jeszcze do tego te warzywa i owoce! Po nich to już w ogóle nie będziemy mieć na nic energii!

Faktycznie było ciężko. Ale teraz zaczynamy powoli o tym zapominać. To wszystko wyleciało już nam z głów! Z dnia na dzień jest coraz lepiej, a myśleliśmy, że będzie gorzej. Czym dalej idziemy do przodu, przychodzi nam to wszystko łatwiej! Potrafiliśmy się jakoś zorganizować. Jest czas i na przygotowywanie posiłków do diety i ćwiczenia. Nie zapominamy o dzieciach, ani nie zawalamy zabaw z nimi. A co więcej zostaje jeszcze wolna chwila na pisanie bloga i motywowanie Was, czytających moje wypociny po drugiej stronie ekranu. Jest więc czas na wszystko! A jeszcze do tego idziemy zgodnie z planem i nadal chudniemy! Wciąż też jesteśmy bardzo entuzjastycznie nastawieni do dalszego zrzucania zbędnych kilogramów. Już nikt i nic nam w tym nie może przeszkodzić! Naprawdę wszystko jest możliwe! Jak się bardzo chce to można góry przenosić! Walka wciąż trwa i trwać będzie! Podążajcie za nami! Teraz przychodzi czas i na Was!