Kolejny tydzień diety minął bezpowrotnie. Za nami już 9 tygodni ciężkiej walki z nadmiernymi kilogramami! Tym razem mieliśmy okazje zmierzyć się z naszymi słabościami i pokusami. Czy to się nam udało, czy nie, oceńcie sami.

Malinowo-wiśniowe rozpoczęcie fińskiej wiosny.

Ostatnie 7 dni diety dało nam trochę w kość. Córka zachorowała na ospę. Mieliśmy przez to, a w szczególności żona nieprzespane noce. Jednak wciąż walczyliśmy z nadwagą i nie poddawaliśmy się. Wszystko szło zgodnie z planem, aż do wtorku – 3 maja. Wtedy to córka miała występy przedszkolne z okazji święta wiosny, tzw. kevätjuhla. To takie cykliczne, coroczne święto w Finlandii, oznaczające początek prawdziwej fińskiej wiosny. Rozpoczyna się 1 maja i jest hucznie obchodzone w całej Finlandii. Wtedy to nastaje fiński karnawał radości z okazji rozpoczęcia cieplejszej pory roku. Wywieszane są flagi państwowe na masztach i w przydomowych ogródkach. Finowie masowo spotykają się w centrach miast i świętują. Ci spokojniejsi zaś rozpalają grilla i rozgrzewają się w saunach, pomimo już czasami wysokich temperatur na zewnątrz, dochodzących nawet do 15 stopni Celsjusza. Taką właśnie mają tradycję.

57650086

Wracając do występów córki. Uroczystość zakończyła się kawą i ciastem serwowanym przez grono pedagogiczne i dyrekcję przedszkola. Nauczyciele córki zdążyli się już dowiedzieć, zarówno z facebooka jak i z jej opowieści w przedszkolu, że odchudzamy się. Pomimo tego z uprzejmości zaczęli namawiać nas do spróbowania bardzo dobrego ciasta malinowo-wiśniowego. Niestety nie daliśmy rady oprzeć się pokusie! Ulegliśmy wpływom i złamaliśmy się! Spróbowaliśmy zarówno ciasta jak i fińskiej, specyficznej kawy. Ciasto i kawa były przepyszne! To było pierwsze takie wrażenie zmysłowe od niepamiętnych już czasów! Ostatni raz tego typu smak w ustach mieliśmy bodajże trzy miesiące temu, jeszcze przed rozpoczęciem diety. W każdym razie po wszystkim mieliśmy ogromne wyrzuty sumienia i jeszcze tego samego dnia żona zaczęła biegać. Mnie natomiast kac moralny włączył się następnego dnia z samego rana. Wtedy to przebiegłem zamiast 2 aż 3 kilometry!

Ćwiczymy coraz więcej!

Ostatni tydzień odchudzania obfitował w wysiłek fizyczny. Pogoda temu niezwykle sprzyjała. Od rozpoczęcia fińskiej wiosny, dzień w dzień mamy piękną pogodę i słońce. Praktycznie codziennie staramy się biegać. Wtedy robimy sobie po 5 kółek na miejskim stadionie lekkoatletycznym, który jest ogólnie dostępny dla wszystkich chętnych. Bieganie na bieżni tartanowej jest niezwykle korzystne dla naszych stawów kolanowych jak i skokowych, których nie musimy nadmiernie obciążać. Każdy z nas przebiega po 2 km. Ja biegnę bez przerw, jednym cięgiem, żona natomiast robi sobie przerwy po 2 kółkach. Przed biegiem rozgrzewamy się, natomiast po biegu rozciągamy mięśnie nóg jak i grzbietu. Na następny dzień czujemy się wspaniale! Jest nam lekko, mięśnie są odpowiednio dotlenione i rozciągnięte, odczuwamy większą siłę i moc do dalszego, bardziej intensywnego biegania. Poza bieganiem również dużo spacerujemy z synem. Mamy tutaj naprawdę dużo możliwości i miejsc do spacerowania. Zamiast chodników są ścieżki wzdłuż ulic wylane asfaltem. Służą one zarówno dla rowerzystów, rolkarzy, nartorolkarzy jak i pieszych. Nikt nikomu nie przeszkadza, ani nie wchodzi w drogę. Każdy trzyma się swojego pasa ruchu. Poza tym ruch jest niewielki, gdyż mieszkamy w niedużej, 10 tysięcznej miejscowości. Mamy więc komfortowe warunki do spacerowania i ćwiczenia.

Poza bieganiem i spacerowaniem, staramy się w miarę możliwości i wolnego czasu jeździć na rowerze. Od zeszłego tygodnia zacząłem regularnie używać rowera do dojazdów do pracy. Droga do pracy wynosi niecałe 4 kilometry w jedną stronę. Jest to więc idealny dystans, jak na początek treningu rowerowego. Do pracy jadę praktycznie przez całą drogę lekko pod górę, więc wystarczająco można się zmęczyć i spalić trochę kalorii. Mamy też wspaniałe trasy rowerowe wzdłuż największego w regionie jeziora Pyhäjärvi. Droga prowadzi cały czas przez las, a w niektórych odcinkach łączy się z brzegiem jeziora, gdzie wyłania się przepiękny widok na całą taflę zbiornika wodnego. Taka przejażdżka to naprawdę czysta przyjemność.

DSCN5786

Bieganie, spacery i rower to jeszcze nie wszystko. Zaczęliśmy też wspólnie grać w tenisa ziemnego, co było od zawsze naszym marzeniem. Może nie jest to gra na wysokim poziomie. Brakuje nam umiejętności i szybkości. Piłki lądują często poza granicami kortu i więcej się za nimi nabiegamy niż nagramy. Ale nie o to chodzi. Liczy się dobra zabawa, relaks i dobre samopoczucie. Oczywiście gra w tenisa jest nieodpłatna i dostępna dla wszystkich chętnych w ośrodku sportowym, znajdującym się w pobliżu stadionu lekkoatletycznego. Możemy więc szlifować techniki tenisowe do woli.

W wolnym czasie staramy się również grać w różne gry i zabawy, włączając do tego córkę. Zaangażowalibyśmy też i naszego syna, ale niestety jest jeszcze za mały i musimy poczekać zanim zacznie chodzić. Nie można bowiem tylko zarzynać organizmu samym bieganiem, jeżdżeniem na rowerze czy grą w tenisa. Równie ważny jest lekki wysiłek fizyczny w formie różnorakich aktywności sportowych, realizowanych najlepiej w gronie rodziny. Niech dzieci widzą ruszających się i uśmiechniętych rodziców i oswajają się z tym widokiem. Mamy nadzieję, że kiedyś pójdą w nasze ślady i będą także w równie aktywny i pożyteczny sposób spędzać swój wolny czas. W miejskim centrum sportowym gramy więc wspólnie w piłkę nożną, rzucamy frisbie i organizujemy sobie mini rodzinne zawody lekkoatletyczne.

Zaskoczeni na wadze.

No tak, tyle sportu, tyle wysiłku, a na cotygodniowej wadze co? Nie do wiary! Nic nie schudliśmy! Żony waga stanęła w tym samym miejscu, co tydzień wcześniej, a ja nawet przytyłem i ważę teraz 0,7 kg więcej niż przed tygodniem! Żony aktualna waga to 91,0 kg, natomiast moja 91,5 kg. O dziwo nasze obwody w taliach pospadały! Żony obwód w talii zjechał w dół o 1 cm, natomiast mi w pasie uciekło aż 2 cm! O co więc tutaj chodzi?!DSCN5966DSCN5953

Chwilowy wzrost wagi i spadek wymiarów w pasie jest związany z przyborem mięśni i utratą brzusznej tkanki tłuszczowej, tzw. wisceralnej tkanki tłuszczowej, która gromadzi się w obrębie brzucha. To właśnie wzmożony wysiłek fizyczny i intensywne ćwiczenia zaczęły powodować to, że zaczęliśmy budować mięśnie, które są dużo cięższe od tkanki tłuszczowej. Budowie mięśni zaczęło towarzyszyć spalanie samej tkanki tłuszczowej, co spowodowało zmniejszenie obwodu w talii. Faktycznie widzimy to sami po luźniejszych spodniach. Wzrost wagi więc nas tak bardzo nie martwi. Ćwiczeniami fizycznymi zrobiliśmy sobie dobry punkt wyjścia do cięższego treningu. Mięśnie są wzmocnione i rozciągnięte, co pozwoli nam teraz przystąpić do dalszego spalania zbędnej tkanki tłuszczowej. Musimy się liczyć z tym, że gra teraz zacznie toczyć się o każdy gubiony dekagram. Będzie nam to teraz przychodziło zdecydowanie trudniej i będzie okupione większym wysiłkiem i trudem, ale dzięki temu nieporównywalnie wzrośnie nasza wydolność i forma fizyczna.

Jest jeszcze jedna przyczyna wzrostu wagi, o której może powinienem napisać kilka akapitów wcześniej. Wzmożony ruch i wysiłek fizyczny powoduje też wzmożone zapotrzebowanie energetyczne organizmu. Po całym aktywnym dniu w pracy, na bieżni, zabawach i opiece nad dziećmi i domowymi obowiązkami, wieczorem albo na następny dzień rano mamy częste napady głodu. Zaczynamy szukać wysokoenergetycznych przekąsek. Przyznam się! Jednego dnia miałem taki głód energetyczny, że pochłonąłem 10 kawałków pełnoziarnistego chleba! Kolejnego miałem również napad obżarstwa! Skończyło się to na połknięciu kilku dodatkowych porcji chrupkiego pieczywa żytniego z masłem! Takie właśnie sytuacje dają nam do myślenia i zastanawiamy się nad lekką modyfikacją diety w związku ze zwiększeniem częstotliwości ćwiczeń fizycznych. Będziemy musieli najprawdopodobniej zwiększyć energetyczność śniadań, tak żeby starczało energii na cały ciężki dzień i tak, żeby niepotrzebnie nie objadać się na wieczór.

Nie ulegajmy wpływom i namowom! Bądźmy asertywni!

Trudno! Stało się! Z jednej strony cieszymy się spadającymi centymetrami w pasie, z drugiej trochę niepokoimy rosnącymi kilogramami na wadze. Jednakże mamy tutaj niezwykle cenny atut w rękawie. Tym argumentem jest wzrost naszej sprawności fizycznej, dzięki której możemy sobie powoli i stopniowo podkręcać śrubkę i zwiększać wysiłek fizyczny, który pozwoli nam gubić kolejne kilogramy.

Ludzką rzeczą jest błądzić. Wprawdzie błądzimy świadomie, bo wiemy skąd się wziął przyrost wagi. Ale już tego dłużej nie zamierzamy robić i w tym tygodniu poza ćwiczeniami fizycznymi postaramy się kurczowo trzymać zasad diety i zobaczymy jakie będą tego efekty. W każdym razie ludzkie słabości i ułomności są silne i mieliśmy tego okazję przekonać się na własnej skórze. Za dwa tygodnie lecimy na urlop do Polski i wtedy to dopiero będzie dla nas prawdziwa próba walki z samym sobą i realny sprawdzian siły woli! Pokus będzie co nie miara! A więc trzymajcie za nas kciuki! My je za Was również trzymamy! Czym słońce wyżej na niebie, tym więcej okazji do grillowania, spędzania wolnego czasu na kawie, ciastku i lodach, wyskakiwania na piwko i pizzę ze znajomymi, itd. OK. Wszystko jest dla ludzi! Ale pamiętajmy o tym, ile nas to później będzie kosztowało wysiłku! Więc nie dajmy się tak łatwo złamać! Bądźmy bardziej asertywni i wtedy, kiedy wiemy, że coś nie jest nam wskazane lub czegoś nie chcemy robić, miejmy odwagę powiedzieć N I E !!!