Nadszedł sobotni poranek. Tego dnia, jak co tydzień sprawdzamy nasze postępy diety i ćwiczeń fizycznych. Żona zawsze waży się pierwsza, ja poddaję się testowi jako drugi. W zeszłym tygodniu waga wahała mi się raz w jedną, raz w drugą stronę. W głowie zaczęły się kłębić czarne myśli, że może to być kolejny tydzień bez spadku masy ciała. Raport z ostatniego tygodnia był porażką dla mnie i niemiłą niespodzianką. Brakowało wtedy konsekwencji w diecie i uległem zbyt wielu zachciankom. Efektem tego był przyrost wagi.

Zagadka wagi rozwiązana!

Żona również miała obawy, co do wyniku na wadze, pomimo tego, że przez ostatni tydzień niezwykle pilnowaliśmy się z jedzeniem i wykonaliśmy porządny plan treningowy. Dużo biegaliśmy i jeździliśmy na rowerze, graliśmy w tenisa oraz wykorzystywaliśmy każdą możliwą okazję do spalenia dodatkowych kalorii. Ale to nie do końca dawało nam spokój i 100 % pewność, co do rezultatu. Na wagę wchodziliśmy więc lekko poddenerwowani.

Żona wchodzi na wagę pierwsza. I co? Miła niespodzianka! Waga zatrzymała się na wartości 90,5 kg! Schudła dokładnie 0,5 kg! Super wynik! W talii też pozytywne zaskoczenie, bo w obwodzie 1 cm mniej od ostatniego pomiaru! Jest to wręcz książkowe odchudzanie! W notatniku zapisałem więc przy jej imieniu cyfrę 107 cm obwodu w talii.

DSCN6023

Teraz czas na mnie! Co będzie jak nie schudłem?! To będzie dla mnie wstyd i porażka! Dla tego, który zainicjował cały proces, stał się mentorem całego tego dietetycznego przedsięwzięcia i pomysłodawcą bloga. Co wtedy powiem żonie?! Co napiszę Wam?! Presja ciążyła na mnie i rosła każdego dnia ubiegłego tygodnia. Wejście na wagę naprawdę nie było dla mnie łatwe. To było dla mnie najgorsze ważenie ze wszystkich, które dotychczas przeżyłem. Emocje zaczęły sięgać zenitu! Spójrzmy więc prawdzie w oczy!!! Waga zaczęła szaleć! Na wyświetlaczu w końcu pokazały się cyfry. Ni mniej, ni więcej, tylko 90,5 kg! Nie wierzę!!! Wchodzę jeszcze raz! Tak to prawda!!! Ważę dokładnie tyle samo, wręcz identycznie, co do grama, co żona! Oboje ważymy 90,5 kg! Co to oznacza? Znaczy to tyle, że schudłem cały 1 kg w porównaniu z ostatnim pomiarem! Idealnie! Natomiast w pasie niestety nie zmieniło się nic. Obwód w talii zatrzymał się na wartości 97 cm. Ale tym się tak bardzo nie załamuję i nie martwię. Wszystko idzie bowiem zgodnie z planem! Oboje chudniemy i gubimy kolejne kilogramy! Odchudzanie wciąż sprawia nam radość i cieszą nas jego efekty!

DSCN6032

Jak walczyć z zachciankami?

Ostatni tydzień stał się prawdziwym sprawdzianem naszej siły woli i wytrwałości. Oboje wiedzieliśmy o tym, że nie możemy nawalić. Nie możemy zawieść siebie nawzajem, dzieci, rodziców, najbliższych, a przede wszystkim Was, czytających tego bloga i biorących z niego inspirację do odchudzania. Naprawdę nie było łatwo. Zaczęły pojawiać się zachcianki, których nie mieliśmy od rozpoczęcia diety. Zaczęły nas kusić słodycze. Organizm zaczął domagać się dodatkowych porcji energii. Podkręciliśmy wysiłek fizyczny i po prostu nasze organizmy szukały zbilansowania strat energetycznych i źródeł paliwa do kolejnych ćwiczeń. To jest naturalna kolej rzeczy. Sportowcy wymagają dużych porcji węglowodanów do tego, żeby móc bić kolejne rekordy i zmuszać swoje ciała do kolejnych sesji treningowych. Tak też się stało z nami. Jak więc temu zaradziliśmy? Po prostu zwiększyliśmy energetyczność naszych śniadań. Poprzez bogate śniadanie musimy dostarczyć odpowiednio dużo energii do całodziennego wysiłku fizycznego. Aktywność fizyczna to nie tylko ćwiczenia, ale i zwykłe czynności wykonywane w domu: sprzątanie, gotowanie, opieka nad dziećmi oraz praca. Podstawą do przeżycia każdego dnia jest więc porządne i odpowiednio zbilansowane w składniki odżywcze śniadanie. Pierwszy posiłek dnia musi nam dać porządnego kopa na cały intensywny i aktywny dzień!

z11022567Q,czekolada

Pomimo obfitych śniadań nie obyło się jednak bez przychodzących podświadomie do głowy i mimowolnych zachcianek. Jakoś próbowaliśmy dawać sobie z tym radę. Robiliśmy sobie orzechowo-rodzynkowe koktajle z jogurtem. Wymyśliliśmy też sposób na oszukanie kubków smakowych zastępując sobie smak gorzkiej czekolady, która zaczęła za nami chodzić od jakiegoś czasu. Przygotowaliśmy sobie miksturę gorzkiego kakao z jogurtem o niskiej zawartości tłuszczu i posłodzonego miodem. Wyszedł z tego naprawdę smaczny i energetyczny deser, który zaspokoił nasze pragnienie zjedzenia gorzkiej czekolady. Niektóre słodyczowe zachcianki zabijaliśmy spożywaniem dużej ilości orzechów różnego rodzaju jak: orzechy włoskie, laskowe, ziemne, migdały i orzechy nerkowca. Chyba najbardziej skuteczne z nich były orzechy ziemne, których słodycz pozwalała nam na jakiś czas zapomnieć o istnieniu słodyczy.

Czasami zaczęły pojawiać się kryzysowe chwile związane z uczuciem osłabienia i zmęczenia. Na pewno związane to było ze zwiększeniem poziomu aktywności fizycznej i nieprzespanymi nocami wynikającymi z ospy córki. Żona przyznała się do tego, że dla podniesienia poziomu energii, zaczęła pozwalać sobie od czasu do czasu na kawę. No i w ten sposób po części wyszło źródło problemu. Zwiększając aktywność fizyczną wypalamy nasze energetyczne złoża. Złudnie myślimy, że kawą podniesiemy poziom energii i zmusimy ciało do kolejnego wysiłku. Ale takie myślenie niestety jest błędem. Kawa zawiera spore dawki kofeiny, które podnoszą ciśnienie krwi, ale jest to tylko działanie chwilowe. Dużo gorsze w wyniku spożycia kawy jest przeciążanie nadnerczy oraz wypłukiwanie z organizmu magnezu i innych mikro- i makroelementów. Zmniejsza się też zdolność przyswajania organizmu do cynku i żelaza nawet do 50%, co uzasadnia stany obniżonego poczucia energii i osłabienia układu odpornościowego. Przy diecie te wszystkie efekty mają zdwojone działanie. Do organizmu dostarczamy niezbędne, ale i minimalne do funkcjonowania ilości mikro- i makroelementów, więc każde dodatkowe ich zużycie, powoduje niekorzystne dla organizmu skutki uboczne w postaci poczucia zmęczenia oraz braku siły i energii. Zamiast kawy lepiej sięgnąć po ciepłe, najlepiej gorzkie kakao lub spróbować jednej z herbat ziołowych. Receptą jest także picie świeżo wyciskanych soków owocowych. Warto też sięgać po wodę mineralną z dużą zawartością magnezu, wapnia i potasu.

Od FAT do FIT.

Kolejny tydzień diety możemy uznać za naprawdę udany. Jesteśmy naprawdę zadowoleni z efektów odchudzania. Zapomnieliśmy już o ciężkim kryzysie jaki mieliśmy dwa tygodnie temu. Wróciliśmy z powrotem na tory utraty wagi i dalszej walki z otyłością. Nie chcemy tego stracić i wypuścić z rąk. Jesteśmy już bardzo blisko naszego krótkoterminowego celu, jakim było zejście poniżej 90 kg do dnia rozpoczęcia naszego urlopu w Polsce. A nasze wakacje rozpoczynamy już za tydzień! Cel ten jest więc na wyciągnięcie ręki i bardzo rzeczywisty! Musimy tylko po niego sięgnąć i zmobilizować się do ciężkiej pracy na kolejny tydzień! Wtedy będziemy mogli zacząć zbierać tego owoce.

Za tydzień rozpoczyna się kolejny mini rozdział naszego odchudzania. Będziemy w Polsce, w ojczyźnie, gdzie możliwości i okazji do złamania diety będzie co nie miara. Produkty, których dawno nie widzieliśmy na oczy będą kusić nas z każdej ze stron. Kuchnia obu mam jest niezwykle pyszna i smaczna, ale też niezwykle kaloryczna. Będziemy więc musieli walczyć na każdym kroku z samym sobą i nie poddać się presji otoczenia. Będą odwiedziny u cioci, wujków, spotkania ze znajomymi, którzy będą chcieli napić się piwa, whisky oraz kawy przy suto zastawionych stołach, pełnych obfitości w różnorodne potrawy, ciasta oraz słodkie i słone przekąski. Czy uda się nam pokonać własne słabości, sprawdzicie sami w kolejnych częściach i odcinkach naszych relacji z odchudzania. Zawsze jednak trzeba być dobrej myśli i być pozytywnie nastawionym do utraty wagi i życia na diecie. Z tymi myślami jestem też przy wszystkich tych, którzy odchudzają się razem z nami. Wspólnie zmieniajmy swoje życie na lepsze! Pokażmy wszystkim dookoła, że możemy się przeobrazić z bycia FAT na bycie FIT! Jest to może wymagające i trudne, ale nie aż takie straszne! Pokażmy całemu światu, że nas na to stać!!!