Ostatni tydzień diety regeneracyjnej za nami! Jak wyglądał on z perspektywy pobytu w Polsce i czy nie przeszkodziło on nam w kontynuowaniu naszych założeń dietetycznych? Czy pokusy związane z naszą obecnością w ojczyźnie nie spowodowały odejścia od diety i zakończyły się jej złamaniem? Czy podołaliśmy wyzwaniu zwiększenia intensywności ćwiczeń i czy mamy do nich wciąż wystarczająco silną motywację? Na te właśnie pytania postaram się udzielić odpowiedzi w dzisiejszym wpisie. Wnioski wyciągnijcie sami.

Twarde lądowanie w Polsce.

Nadszedł niedzielny poranek. Na kalendarzu 22 maja, a na zegarze 9:30 polskiego czasu. Wylądowaliśmy w Gdańsku! Piękna, słoneczna pogoda! Na termometrze prawie 30 stopni! Można napisać, że to już właściwie lato. W sklepach obfitość produktów z każdego zakątka świata! Kuchnia tajska, hiszpańska, grecka, francuska! Od wyboru do koloru! Nie tak jak w Finlandii, gdzie można kupić wiele, ale wybór niestety nie jest tak bogaty jak w Polsce. Od pierwszych powitań z rodziną sypią się zaproszenia na imprezy rodzinne, kawę z ciastem, grille, urodziny, Dzień Mamy. I jak w takich warunkach utrzymać dietę?! Jak nie oprzeć się pokusom?! Jak tu dalej skutecznie się odchudzać?! To jest dopiero wyzwanie!

Ostatni tydzień diety regeneracyjnej spędzony na ojczystej ziemi to była ciągła walka z samym sobą. Z każdej strony pojawiały się zagrożenia i pokusy. Polska kiełbasa, różnorodność mięsa i serów, polskie masło. Tu wszystko smakuje inaczej! Jakoś lepiej! Nasze kubki smakowe po prostu przyzwyczaiły się przez lata do potraw i produktów, które znane są nam już od dzieciństwa. Najlepiej to spróbowalibyśmy i zjedlibyśmy wszystko, a w szczególności polskie, tradycyjne potrawy. Pochłonęlibyśmy je od razu! W tym samym momencie przychodzi otrzeźwienie. NIE! Nie po to tyle walczyliśmy, tyle przeszliśmy, wylaliśmy tyle potu na treningach, oczyszczaliśmy przez 6 tygodni organizm żywiąc się samymi owocami i warzywami, żeby to teraz tak łatwo stracić! Nie możemy do tego doprowadzić! Musimy się trzymać! Nie możemy się tak łatwo poddać!

Strategia odchudzania.

Jeszcze będąc w Finlandii przygotowaliśmy sobie taktykę na cały czas pobytu w Polsce.

Po pierwsze: jak najmniej chodzenia po sklepach! Nie będziemy popełniać już tych samych błędów, co wcześniej i biegać od supermarketu do supermarketu i zaopatrywać się w kolejne porcje wysokokalorycznego jedzenia! Koniec z kupowaniem kilogramów mięsa, sera, słodyczy, paczek słonych przekąsek, litrów piwa i innego mocniejszego alkoholu! Postanowiliśmy sobie, że na zakupy będziemy jeździć raz w tygodniu i kupować zgodnie z listą niezbędne do diety produkty.

Po drugie: koniec z jedzeniem na mieście! Takie wypady kończyły się zazwyczaj pochłanianiem kebabów, pizzy, ogromnych porcji wietnamskich smakołyków, czy hamburgerów w sieciach fast food. Nie wspominając już o ciastach i lodach! Każdy posiłek w Polsce będziemy przygotowywać sobie sami i ściśle trzymać się diety.

Po trzecie: grzecznie informujemy naszych wszystkich znajomych, że nie pijemy alkoholu podczas spotkań. Zawsze po nim włączał się nam głód i często kończyło się na zamawianiu pizzy, czy wyskakiwaniu na kebaba czy hamburgera. Zatem trzymamy się twardo naszych postanowień i tak jak to sobie obiecaliśmy na początku naszych zmagań z odchudzaniem nie pijemy alkoholu!

Po czwarte: informujemy naszych rodziców o tym, jakie produkty możemy spożywać i ustalamy menu przed odwiedzinami u nich. Obydwie mamy bardzo dobrze gotują i są to pyszne staropolskie dania, które niestety nie są wskazane w naszej diecie. Dlatego przed odwiedzinami ustalamy, co możemy jeść i jak, tak, żeby nas nie kusiły pierożki, karkóweczka z sosem, czy pieczone kaczki i szynki.

Tych czterech zasad musimy się ściśle trzymać, jeżeli chcemy dalej tracić kolejne kilogramy i osiągnąć cel naszego odchudzania.

Trening najlepszą receptą na zachcianki i pokusy.

DSCN6454DSCN6451

DSCN6450DSCN6468

DSCN6459

Pierwszy tydzień urlopu w Polsce poddał nas prawdziwemu testowi. Sprawdzianem takim były liczne spotkania rodzinne. Zaczęło się już od wyjścia z samolotu. Córka została zaproszona z dziadkami na przyjęciny kuzynki. Nas one ominęły, może i dobrze, bo nie musieliśmy walczyć z pokusami i opierać się przed spróbowaniem różnorakich smakołyków. Tego samego dnia dostaliśmy zaproszenie na obiad do moich rodziców, gdzie menu było wcześniej ustalone, więc obyło się bez nieoczekiwanych zwrotów akcji. W poniedziałek urodziny teściowej i kolejne momenty próby. We wtorek imieniny córki, w środę moje urodziny, w czwartek Dzień Mamy, więc możliwości do złamania diety było co nie miara. Walczyliśmy twardo, asertywnością musieliśmy się wykazywać na każdym kroku. Ale udało się, poza drobnymi potknięciami. Było nimi lody i dietetyczne ciasto jogurtowo-truskawowe na imieninach córki oraz tarta czekoladowa z truskawkami na moich urodzinach. Nadmiernie dostarczone kalorie spaliliśmy na treningach. W związku z rodzinnymi uroczystościami niestety nie starczyło nam już czasu na zajęcia na siłowni. Treningi z obciążeniami musieliśmy przesunąć na kolejny tydzień. Za to codziennie rano biegaliśmy, dorzucając do tego jeszcze wieczorną jazdę na rowerze. Podkręciliśmy też nasze treningi. Bieganie 2 kilometrów i więcej stało się już dla nas chlebem powszednim. Nasza forma wypracowana z Finlandii zaczęła rosnąć i pozwoliła nam na zwiększenie intensywności treningów. Jakie to znalazło odzwierciedlenie na naszej wadze? Czy warto było opracować sobie awaryjny plan działania i reagowania w trakcie pobytu w Polsce? Czy opłaciło się rezygnować z przyjemności i polskich smakołyków? Czy ciężki trening przyniósł spodziewane efekty? Można przecież było miło spędzić ten czas pod parasolkami w ogródkach kawiarnianych i piwnych? Czy to wszystko warte było tyle wyrzeczeń? TAK! Było naprawdę warto! Cyfry na wadze nie kłamią! Waga żony: 89,3 kg (spadek 0,5 kg od ostatniego pomiaru)! Obwód w talii – 105 cm (spadek o 2 cm). Moja waga 89,5 kg (spadek o 0,9 kg)! Obwód w pasie – 95 cm (bez zmian).

DSCN6357

DSCN6350Dlaczego jeszcze było warto? Dlatego, że pierwszy raz od niepamiętnego dla mnie już czasu zacząłem ważyć mniej niż 90 kg! To była dla mnie bariera psychologiczna, którą właśnie podczas pobytu w Polsce udało mi się przełamać! Ostatni raz ważyłem tyle ponad 10 lat temu! Taką wagę osiągnąłem przed wylotem na emigrację do Irlandii, która to stała się początkiem moich problemów z nadwagą! Taką wagę osiągnąć w czasie pobytu w Polsce, kiedy byliśmy poddani tylu próbom i gdzie okazji do złamania diety było naprawdę wiele to podwójny sukces! Wytrzymaliśmy! Nie daliśmy się! Teraz możemy sobie sami odebrać nagrodę. Oboje już ważymy mniej niż 90 kg! Jest to dla nas niezwykłe osiągnięcie! Nie damy już go sobie wyrwać z rąk! Nigdy!!!

Odpowiedni plan kluczem do sukcesu.

Warto więc przygotować się z wyprzedzeniem na trudniejsze momenty. Zaplanować sobie odpowiednio wcześniej nie tylko jadłospis i program ćwiczeń, ale także wypunktować sobie zagrożenia, które mogą wpłynąć na zachwianie wagi i skutkować utratą kontroli nad odchudzaniem. Warto się do tego przygotować. Każdy wyjazd, odwiedziny u rodziny i znajomych mogą kreować zagrożenia, z którymi możemy sobie nie poradzić. Nie chodzi tutaj, żeby unikać spotkań towarzyskich i odciąć się na czas diety od rodziny i znajomych. Wystarczy, że ich poinformujemy o tym, że jesteśmy na diecie i żeby się specjalnie na nasze odwiedziny nie szykowali. Możemy mieć przygotowaną w pojemniku porcję jedzenia (sałatkę warzywną lub owocową), którą nie zakłóci naszego odchudzania i nie spowolni przemiany materii. Dobrze jest to wszystko zaplanować, żeby tak łatwo nie zaprzepaścić pracy, którą włożyliśmy w utratę wagi. Pamiętajmy w tym wszystkim, o tych litrach potu, wyrzeczeniach i o wszystkich trudnych chwilach, które dotychczas przeszliśmy. Nie można teraz tego zepsuć! Droga do celu jest jedna! Trzymajmy się niej i realizujmy nasze cele! Marzenia bowiem zaczynają stawać się coraz bardziej realne! Walczcie tak jak my i nie poddawajcie się!