Zakończyliśmy kolejny etap naszej walki z odchudzaniem! Poprzedni etap – oczyszczania organizmu zamknęliśmy z dużym sukcesem. Na diecie oczyszczającej zrzuciliśmy w sumie 30,9 kg, a w talii straciliśmy oboje 31 cm! Czy takimi samymi osiągnięciami zakończyła się też i dieta regeneracyjna? Czy możemy być zadowoleni z jej efektów? Żeby udzielić odpowiedzi na te pytania musimy przeanalizować nasze ostatnie 6 tygodni zmagań ze zbędnymi kilogramami.

Odchudzanie pełne niebezpieczeństw i pułapek.

Pierwsze, co można by napisać to na pewno to, że nie było łatwo. Nie wiem, czy nawet nie było trudniej niż w trakcie samej diety oczyszczającej. W trakcie regeneracji musieliśmy częściej zmagać się z zachciankami i pokusami. Różnorodność produktów mogła nas łatwo zgubić i doprowadzić do efektu jojo. I tak właśnie często się działo. Próbowaliśmy sobie od czasu do czasu dogadzać. Wiedzieliśmy, że z połączenia różnych produktów, które były dozwolone w diecie możemy przyrządzić coś, co połechce nasze podniebienia. Właśnie wtedy dochodziło do przekraczania kaloryczności diety. Później to niestety znajdywało swoje odbicie na wadze. Waga się chwiała, raz w jedną, raz w drugą stronę. Dlatego przejście z diety oczyszczającej do regeneracyjnej może nieść ze sobą ogromne zagrożenia i w niektórych sytuacjach może stać się zgubne i zakończyć klęską. Żeby tak się nie stało potrzebna jest ogromna siła woli i niezwykłe zdyscyplinowanie do ścisłego przestrzegania jadłospisu.

Czytajcie etykiety!

 

wartosc

Ważne w przypadku diety regeneracyjnej jak i zresztą każdej diety jest czytanie etykiet na produktach spożywczych. W trakcie oczyszczania nie mieliśmy takiego problemu. Wiedzieliśmy, które owoce i warzywa możemy jeść. Zmieniał się tylko sposób ich obróbki: podawanie na surowo, krojenie, wyciskanie, ucieranie lub gotowanie. Nie trzeba było zwracać uwagi na skład i kaloryczność. Natomiast przy diecie regeneracyjnej sytuacja wymagała ciągłej kontroli i sprawdzania czym może zakończyć się spożycie danego produktu. Nie tylko liczyła się jego kaloryczność, ale także i skład. Często zdarzało się, że pomimo tej samej nazwy, produkt produktowi nie był równy. Takim przykładem może być jeden z podstawowych artykułów na diecie regeneracyjnej, jakim jest pełnoziarnisty chleb żytni. Automatycznie myślimy sobie o tym, że jest zdrowy i dietetyczny, ale wcale tak nie musi być! W jednym, często w tym droższym chlebie (niestety) mamy 100% mąki żytniej, wodę, zakwas lub drożdże i sól. W innym natomiast bochenku, zawartość mąki żytniej dochodzi tylko do 30%! Pozostałe składniki to mąka pszenna, sól, jakieś ulepszacze i jeszcze do tego cukier! Obydwa produkty poza różnym oddziaływaniem na nasze zdrowie różnią się i to nawet zdecydowanie kalorycznością. W tym pierwszym kaloryczność to 200 kcal na 100 gram, w tym drugim może nawet dochodzić do 400 kcal na 100 gram! W ten sposób możemy dostarczyć drugie tyle niepotrzebnych kalorii, w porównaniu z prawdziwym pełnowartościowym pieczywem.

Taki sam przykład możemy zastosować do muesli, kolejnego podstawowego elementu naszej diety. Prawdziwe muesli składa się z kawałków orzechów, rodzynek, otrębów żytnich i owsianych oraz suszonych owoców. Te kupowane w sklepie często nie miało z nim nic wspólnego. Ciężko było doszukać się w nim chociażby jednego, całego kawałka orzecha lub znaleźć chociażby jakiś jego ślad. Do tego zawartość cukru w gotowych mieszankach muesli dochodzi nawet do 4 łyżeczek na 100 gram produktu! To właśnie skłoniło nas do tego, że zaczęliśmy przygotowywać sobie muesli sami w domu. Kupowaliśmy w paczkach całe orzechy, rodzynki, suszone owoce i otręby zbożowe i po prostu mieszaliśmy wszystko ze sobą. Takie muesli to najlepsze i najzdrowsze jakie sobie można wyobrazić!

Plusy regeneracji.

 

DSCN6015

W ogóle podczas regeneracji staraliśmy się, żeby jak najwięcej potraw i dań przyrządzać sami w domu. Mieliśmy wtedy kontrolę nad ich składem i dokładnie wiedzieliśmy o tym jak dużo energii nam dostarczają. Bardzo ważne też było dla nas to, że odbywało się to z korzyścią dla naszego zdrowia.

Niezwykłym dobrodziejstwem zastosowania diety regeneracyjnej jest bogactwo zdrowych produktów. Mamy tutaj różnorodność warzyw, owoców, orzechów, nabiału, mięsa i ryb. Z czasem przyzwyczailiśmy się do myśli, że musimy zrezygnować z żółtych serów. W zupełności wystarczał nam nabiał w postaci chudego twarogu, jogurtów, kefirów i chudego mleka. Pozytywną zaletą diety jest też ograniczenie spożycia mięsa. W dzisiejszych czasach, kiedy zwierzęta karmione są modyfikowanymi genetycznie paszami i faszerowane antybiotykami, zmniejszenie w diecie udziału mięsa może przynieść nam sporo korzyści, wpływając pozytywnie nie tylko na poziom wagi jak, ale i samopoczucia.

Plusem diety regeneracyjnej jest też to, że taki styl żywienia może być odpowiedni dla każdego. Dieta jest uniwersalna. Może być zastosowana zarówno dla osób odchudzających się, po przebytych wyniszczających chorobach, dla osób w podeszłym wieku, a co najważniejsze dla rodzin z dziećmi. My sami mieliśmy okazję się o tym przekonać. Podczas tych 6 tygodni gotowaliśmy i przyrządzaliśmy te same potrawy zarówno dla siebie jak i dzieci. Z małą modyfikacją dotyczącą karmienia naszego syna, który jest jeszcze niemowlakiem. Ale i z tym daliśmy sobie radę. Jadł potrawy wykonane z tych samych produktów co my tylko, że przed przyprawieniem ich dla nas i córki wyciągaliśmy porcję dla niego i wkładaliśmy do osobnego pojemnika. W ten sposób, po zblendowaniu jego porcji, mógł delektować się tymi samymi potrawami co my tylko, że bez przypraw.

Styl żywienia na diecie regeneracyjnej, co nas niezwykle ucieszyło, w pozytywny sposób wpłynął na poziom wagi naszej córki. Przed rozpoczęciem naszej walki z otyłością, jej waga była w górnych granicach dopuszczalności. Można nawet napisać, że miała lekką nadwagę. Pół roku temu dostaliśmy zalecenia od fińskiego lekarza, żeby zredukować porcję słodyczy i zwiększyć udział warzyw i owoców w jej diecie. Na badaniu kontrolnym 2 tygodnie temu w Finlandii dostaliśmy pochwałę od lekarza za efekty zmian wprowadzonych do diety córki. Waga i wzrost współgrają ze sobą harmonijnie. Córka od ostatnich pomiarów schudła kilogram i jej stosunek wagi do wzrostu znajduje się obecnie na optymalnym poziomie. Można napisać, że jest wręcz idealny.

Rozpoczęcie diety regeneracyjnej wiązało się dla nas z rozpoczęciem intensywnych ćwiczeń. Na diecie oczyszczającej tak na prawdę to tylko bawiliśmy się w ćwiczenia. Wzmacnialiśmy nasze mięśnie i stawy, zaczęliśmy kręcić pedałami na rowerku stacjonarnym, ale na bardziej intensywne ćwiczenia po prostu brakowało już nam sił. Inne możliwości otworzyła przed nami właśnie dieta regeneracyjna. Dała ona nam mocnego kopa energetycznego do ćwiczeń. Dzięki różnorodności produktów mieliśmy wystarczająco energii do tego, żeby zacząć biegać. Nie sprawiało nam problemów przebieganie 4 km, jeżdżenie na rowerze nawet po 30 km, granie w tenisa czy piłkę nożną po 2 godziny, a poza tym normalnie prowadziliśmy życie, ja pracowałem, wspólnie bawiliśmy się z dziećmi, żona gotowała, prała i sprzątała. Energii starczało nam na wszystko.

Nie tylko poziom energii poszedł nam w górę. Stało się tak również z naszym metabolizmem. Dietą nie obciążaliśmy zbędnie układu trawiennego. Nie czuliśmy się nigdy przejedzeni. Organizm dostawał wszystko to co było niezbędne do jego funkcjonowania. Waga schodziła nam regularnie i poza naszymi drobnymi wpadkami można napisać, że było to wręcz książkowe odchudzanie. Średni ubytek wagi w naszym przypadku to było 0,4 kg tygodniowo, co było naszym założeniem przed rozpoczęciem stosowania diety.

Gubimy tkankę tłuszczową!

 

DSCN6155

Ogólny bilans diety wychodzi niezwykle pozytywnie. Oboje schudliśmy przez 6 tygodni prawie 4,9 kg i zgubiliśmy 9 cm w obwodzie talii. Straciliśmy więc dwa razy więcej w pasie w porównaniu do masy ciała! Jest to dla nas niezwykle dobra wiadomość. Świadczy to bowiem o zgubieniu czystej tkanki tłuszczowej, bez uszczerbku dla utraty mięśni. Stan tkanki mięśniowej pozostał bez zmian. Mało tego nasze mięśnie są jeszcze silniejsze i sprawniejsze i nieść nas będą do zwiększonego wysiłku fizycznego, który rozpoczynamy w kolejnym etapie naszej batalii z odchudzaniem. Prawdziwa walka bowiem dopiero się rozpoczyna! Cel jest w dalszym ciągu ambitny! Nie tylko ten wagowy, ale też dodatkowo dorzuciliśmy sobie cel sportowy! Dojdą też nam ćwiczenia na siłowni. Ale o tym już wkrótce w kolejnych wpisach na blogu.

Bardzo ucieszyłbym się i byłbym niezwykle zadowolony, żebyście stali się tacy ambitni, konsekwentni i zdecydowani jak my. Bierzcie z nas przykład! Nie będę zły i zazdrosny, jeżeli będziecie robić krok w krok to samo co my! Będę się cieszył i skakał z radości, że kogoś poza samym sobą i własną żoną udało mi się zmotywować! Jeżeli się zdecydujecie na podążanie za nami to zobaczycie, że z czasem pierwsze sukcesy same przyjdą! Musicie być tylko cierpliwi i zdeterminowani! Do pełnego lata i opalania na plażach pozostało już niewiele czasu, ale na zdrową dietę i ruch nigdy nie jest za późno! Każdy może ćwiczyć i zdrowo się odżywiać! To nie jest coś, co jest zarezerwowane tylko dla VIP-ów czy celebrytów! Wystarczy trochę przestrzeni, świeżego powietrza, wygodne buty oraz warzywa i owoce na działce. Zróbcie więc w końcu coś dla siebie i własnego zdrowia! To jest odpowiednia pora i najwyższy na to czas!

Dajcie też jakiś znak jak Wam idzie! Słyszę tu i ówdzie, że blog Was niezwykle motywuje. Pochwalcie się więc swoimi osiągnięciami na blogu i facebooku! Niech inni się też o tym dowiedzą! Sam jestem ciekawy Waszych osiągnięć. Dlatego wszystkie komentarze i opinie są przeze mnie bardzo mile widziane :)