Czasami przychodzi taki dzień, że trzeba przyznać się do błędu. Żegnając i podsumowując Stary Rok oraz wchodząc z nowymi nadziejami, planami i pomysłami w Nowy – 2017 Rok uważam, że nadszedł na to odpowiedni moment. Trzeba to napisać teraz otwarcie i szczerze, nie owijać w bawełnę, a co za tym idzie nie bać się też podjęcia odpowiedzialności i krytyki za porażkę: w czerwcu 2016 roku podejmując decyzję o wyborze diety sportowej popełniliśmy błąd. Kosztował on nas wiele, może nawet i zbyt wiele. Zmarnowaliśmy bowiem i zniweczyliśmy nasze wysiłki ostatnich 6 miesięcy. Pomyłką była strategia, którą oboje obraliśmy. Zbyt szybko, prędko i pośpiesznie chcieliśmy pójść naprzód. Próbowaliśmy wyprzedzić czas, który był wciąż niezbędny do tego, żeby ciąć kolejne zbędne kilogramy. Nam zamarzyły się już osiągnięcia sportowe i sylwetki z pierwszych stron magazynów fitness. Myśleliśmy, że jesteśmy już na równej prostej do celu, a do tego pozostała jeszcze całkiem daleka droga. Zachłysnęliśmy się własnym sukcesem.

Wyczynowcy – amatorzy.

Po 3 miesiącach odchudzania uważaliśmy, że wejście na wysoki poziom ćwiczeń fizycznych uprawnia już nas do tego, że możemy zacząć odżywiać się tak samo jak prawdziwi i wyczynowi sportowcy. Sprzyjały nam ku temu okoliczności. Podejmując decyzję o wyborze typowej diety sportowej mieliśmy oboje bardzo dużo wolnego czasu, który spędzaliśmy na urlopie w Polsce. Żona w tym czasie rozpoczynała urlop wychowawczy, a ja miałem 7 tygodni urlopu ojcowskiego i wypoczynkowego. Wszystko zmieniło się tuż po powrocie do Finlandii. Ja rozpocząłem pracę, żona zajęła się domowymi obowiązkami i wychowywaniem dzieci, więc wolnego czasu było już zdecydowanie mniej. Nie starczało go już na podejmowanie intensywnych ćwiczeń fizycznych. Byliśmy zmuszeni zredukować treningi z dwóch dziennie do jednego, z 5 razy w tygodniu do 3, a dieta wciąż pozostawała taka sama. Opierała się na wysokiej ilości białka, które miało budować nasze mięśnie i spalać tłuszcz, ale poprzez ograniczenie ilości i wydajności ćwiczeń fizycznych wywołaliśmy efekt odwrotny do zamierzonego. Skutkiem tego było odłożenie się niepotrzebnej tkanki tłuszczowej. Pogubiliśmy się też w samej diecie i niezbyt rygorystycznie podeszliśmy do jej realizacji. Przesadzaliśmy z ilością dozwolonych produktów. Zbyt często podjadaliśmy słodkie przekąski. Tłumaczyliśmy się tym, że przecież nam wolno, bo ćwiczymy. Łamiac dietę usprawiedliwialiśmy to zawsze ciężkim i wymagającym treningiem, który często wypadał z naszego grafiku zajęć z różnych i niezawinionych przez nas przyczyn.

No i stało się jak się stało. Waga poszła w górę. Nie tego się spodziewaliśmy i oczekiwaliśmy. Sylwetki może nam się poprawiły, ale jeżeli chodzi o nasze sukcesy na wadze, to tak naprawdę przez ostatnie pół roku nie mamy się czym pochwalić. Jedyne, co w tym wszystkim może nas trochę pocieszyć to przytoczenie sobie znanego powiedzenia, że błędów nie popełniają jedynie Ci, którzy nic nie robią. Dodatkowym pozytywem, który można odnaleźć w tej nie za wesołej sytuacji to pozyskanie kolejnego cennego doświadczenia w walce z nadwagą.

Nowa dieta!

Wielką porażką w tym momencie byłoby załamanie przez nas rąk i poddanie się. Usiąść i płakać to najgorsze, co teraz moglibyśmy zrobić. Ale to na szczęście nie dotyczy nas. Poszukaliśmy wspólnie rozwiązania problemu i znaleźliśmy sposób na wyjście z kryzysu i powrót do planu, który oboje w zeszłym roku sobie założyliśmy. Po wspólnych konsultacjach podjęliśmy odważną decyzję. Zmieniamy dietę! Od nowego roku rozpoczynamy coś, co doprowadzi nas do upragnionego celu! Dajemy sobie na to czas do końca czerwca. Co to za plan, co to za dieta?!

Już dawno, jeszcze zanim zaczęliśmy odchudzanie fascynowały nas i inspirowały w kuchni potrawy z dużą ilością ryb, białego sera oraz owoców i warzyw z południa Europy. To zainteresowanie znajdowało swoje odzwieciedlenie w daniach, które żona od czasu do czasu przyrządzała w kuchni. Jednak takim momentem przełomowym, który zadecydował o wyborze przez nas kolejnej diety był artykuł w magazynie Shape z listopada, w którym zamieszczony był ranking popularnych diet. To wtedy wpadłem na pomysł, aby przetestować efekt najlepszej według ekspertów z diet. Dieta, która zdecydowanie wygrała pod względem skuteczności, zdrowia i wygody to dieta śródziemnomorska i właśnie ją zaczniemy stosować już od pierwszych dni Nowego Roku.

To przede wszystkim bogactwo różnego rodzaju produktów, świeżych i obfitych w odżywcze składniki owoców i warzyw, zbóż (pełnoziarnistego pieczywa, kasz kuskus i bulgur oraz brązowego makaronu i ryżu), orzechów i pestek, ryb oraz chudego mięsa, jogurtów i sera przekonało nas w dużej mierze o podjęciu decyzji do wyboru takiego, a nie innego stylu żywienia. Niezwykle ważne dla nas było też to, że dieta posiada walory lecznicze i jest jedną z najzdrowszych z diet. Pomaga zwalczać oraz zmniejsza ryzyko zapadnięcia na choroby takie jak niektóre nowotwory, cukrzyca, choroby układu krążenia, a nawet depresji. Ogromną jej zaletą jest to, że głównym źródłem tłuszczy jest oliwa z oliwek spożywana  na zimno, co pozwala na zwiększenie ilości dobrego cholesterolu HDL. Niezwykle cenną i praktyczną cechą diety jest też łatwość i szybkość w przygotowywaniu potraw. Nawet niezbyt wprawiona w technikach kulinarnych osoba poradzi sobie bez trudu z wiekszością potraw zaproponowanych w diecie. Dodatkową korzyścią jest też sam smak potraw. Dania są niezwykle smaczne i sycące. Ma się wrażenie tak jakby wcale nie było się na diecie. Robiliśmy już testy wielu dań i naprawdę wiem o czym piszę.

Nowy Rok – nowe nadzieje.

Powyżej wymienione zalety uznaliśmy za wystarczające do podjęcia decyzji o wyborze sposobu żywienia na najbliższe miesiące odchudzania. Dietę będziemy mieli ustawioną na poziomie 1500 kcal, co powinno umożliwić nam chudnięcie w tempie około 0,5 kilograma tygodniowo. Uznaliśmy, ze takie tempo gubienia wagi będzie dla nas najbardziej optymalne. Oczywiście dieta będzie zestawiona z odpowiednim wysiłkiem fizycznym. Trenować będziemy na siłowni 3 razy w tygodniu. Każdy trening będzie połączeniem treningu cardio z treningiem siłowym. W miarę możliwości i wolnego czasu będziemy także starać się biegać co najmniej 1 raz w tygodniu. Czy nam się to wszystko uda, będziecie mogli sprawdzić i ocenić sami regularnie odwiedzając naszego bloga. My na nim będziemy chwalić się naszymi osiągnięciami (mam taką wielką nadzieję, że w końcu nadejdą długo wyczekiwane przez nas sukcesy), dzielić się z Wami radami treningowymi i podsuwać Wam gotowe do realizacji przepisy. My w każdym razie jeszcze nie poddaliśmy się. Do zrzucenia mamy wciąż wspólnie 43 kg, także jest jeszcze sporo pracy i wylanego potu przed nami. Walczcie też tak samo jak my i dzielcie się z nami regularnie efektami swojego ciężkiego wysiłku. Jeszcze nic nie zostało do końca zaprzepaszczone i stracone. Niech Nowy Rok da nam siłę i wytrwałość w drodze do lepszej formy fizycznej, a co się z tym wiąże do poprawy pewności siebie i wzmocnienia psychiki. Nadszedł już najwyższy czas na realizację noworocznych postanowień! Powodzenia, wytrwałości i konsekwencji w 2017 roku!