just3just2just1Stan na dzień: 2016-03-04

Waga: 105,1 kg

Wzrost: 175 cm

BMI = 105,1/3,07 = 34,24

I STOPIEŃ OTYŁOŚCI

Waga docelowa 62 kg

projekt 5

Co spowodowało otyłość u mojej żony – Justyny?

Co się stało i w którym to momencie zaczęła tracić kontrolę nad własnym ciałem i wagą?

Odpowiedź nie jest łatwa i wieloaspektowa, ale na pewno zainteresuje wszystkie osoby, a w szczególności Panie, które zmagają się z podobnymi problemami.

Żeby móc rozwinąć ten temat i poszukać źródeł otyłości u żony, poprosiłem ją o wypisanie na kartce wszystkich wydarzeń bądź etapów ze swojego życia, po których, według jej oceny zaczęła przybierać na wadze. Z lektury notatek okazało się, że pierwotne przyczyny tkwią już w okresie dzieciństwa. Wtedy to rodzice żony pracowali w zakładach mięsnych i regularnie dostarczali małemu dziecku łakocie w postaci tłustych parówek. Żona tak je polubiła, że aż się od nich uzależniła. Praktycznie przez całe dzieciństwo poza parówkami nie widziała innego jedzenia. Traktowała je jako swój główny posiłek. Niestety rodzice żony z braku wiedzy na tematy żywieniowe oraz ze względu na ich rodzicielską troskę nie odmawiali dziecku. Takie pożywienie w czasach komuny było przecież synonimem luksusu, wiązało się z lepszymi znajomościami albo dojściami do reglamentowanego mięsa. Innym pozostawało jedynie stanie w kolejkach z kartkami po salceson albo kaszankę. Parówkowa, luksusowa jak na ówczesne czasy dieta wpłynęła na nią negatywnie, powodując nadwagę, która stała się jej towarzyszką aż do okresu dojrzewania.

W okresie dojrzewania Justyna zaczęła interesować się cudownymi dietami, magicznymi ziółkami, głodówkami, które pomagały jej chudnąć na jakiś czas, aż do kolejnej szaleńczej diety. W momencie gdy się poznaliśmy w 2000 roku, starałem się jej pomóc, zachęcając ją do uprawiania sportu i długich spacerów. Pomimo tego złe nawyki żywieniowe zrobiły swoje i fałdka tłuszczu na brzuchu wciąż stawiała silny opór.

Kolejnym kluczowym rozdziałem w życiu żony, który miał ogromny wpływ na to jak teraz wygląda była jej pierwsza ciąża. Justyna zaszła w ciążę w 2010 roku. Czas ten był okresem, kiedy na dobre szalał kryzys finansowy, który okrutnie dotknął również nas. Brak wystarczającej wiedzy na tematy związane z odżywianiem w tym trudnym dla nas momencie życia, spowodował u żony sporą nadwagę. Niepewność jutra związana z utrzymaniem źródła dochodów (żona związana była z branżą finansową) wywoływał u niej ogromny stres. Niepokój ten i nerwy doprowadziły do tego, że ciąża była zagrożona. Jakby tego był mało, trudna sytuacja na rynku finansowym związana z wstrzymaniem akcji kredytowej, których żona udzielała i z których czerpała dochód doprowadziła do znaczącego obniżenia naszych dochodów. Problemy zawodowe, finansowe i osobiste żona próbowała zajadać słodkościami oraz jak uważała wtedy zdrowymi owocami takimi jak: gruszki i winogrona, które zawierają ogromne ilości cukrów prostych (efekt żywienia emocjonalnego).

Strach na przyszłość, brak pieniędzy w tym niełatwym dla nas czasie, szaleństwo kursowe franka (tak jesteśmy słynnymi „frankowiczami”) powodował u niej ogromny i niepohamowany apetyt. Nadwyżka pożywienia, którą żona dostarczała do swojego organizmu regularnie odkładała się w tkance tłuszczowej. Zwiększanie masy ciała związane z ciążą stało się dla niej przykrywką i pretekstem do tłumaczenia sobie i innym:

„Jestem w ciąży więc dlatego przytyłam. Jak urodzę to schudnę.”

Już nie schudła. Problemy, tempo codziennego życia oraz emigracja zrobiły swoje i zniweczyły jej plany.

Nasza sytuacja finansowa i brak perspektyw dla nas, a w szczególności dla żony na dobrze płatną pracę w sektorze finansowym spowodował naszą decyzję o wyjeździe za granicę. Znaleźliśmy się w kraju zdecydowanie odmiennym od nas kulturowo (ten temat oraz uroki Finlandii i życia na emigracji będę również podejmował na blogu), z nowym językiem, z nowymi ludźmi i nową niezwykle wyczerpującą fizycznie pracą. Nowe życie i stres związany z trudnymi początkami życia na emigracji odbił się na nas obojgu poprzez dodanie kolejnych kilogramów do naszej nadwagi. Dodatkowym utrudnieniem dla nas jest zmianowy charakter naszej pracy. Zachwiania pór żywienia nie pomagają nam w uregulowaniu naszego trybu życia.

Ostatnim etapem, który zdecydował o obecnej wadze żony i przekroczeniu przez nią niedopuszczalnej już granicy 100 kg wagi była druga ciąża, w którą zaszła w 2014 roku, a właściwie okres bezpośrednio po urodzeniu dziecka. Wtedy była już o żywieniu w czasie ciąży znakomicie poinformowana. Wiedziała o tym jak się odżywiać zarówno ode mnie (wtedy to rozpocząłem studia na kierunku dietetyka i planowanie żywienia) jak i od położnej. Dodatkową motywacją dla niej do utrzymania prawidłowej wagi ciała była informacja o tym, że zagrożona jest tzw. cukrzycą ciążową i jeżeli będzie łamała zasady diety grozi jej urodzenie dziecka o zbyt dużej masie urodzeniowej. Trzymała się sztywno zasad odżywiania i dbała o siebie, czego efektem było poczęcie zdrowego i zgodnego ze wszelkimi normami co do wagi ciała niemowlaka.

Podstawą diety ciążowej, którą stosowała było unikanie produktów o wysokim udziale cukru. Miało to na celu utrzymanie stanu glikemii na odpowiednim poziomie, co wiązało się z częstym sprawdzaniem indeksu glikemicznego po każdorazowym posiłku. Żona praktycznie przez cały okres ciąży nie pozwoliła sobie na zjedzenie chociażby jednej czekoladki. Po porodzie pękła. Chciała odbić sobie to co „straciła” w czasie ciąży, nie mogąc rozkoszować się smakiem słodyczy. Mówiła sobie:

„Przecież nic się nie stanie jak zjem sobie teraz jednego batonika do kawy, ciasteczko, czekoladkę czy wafelka”.

A właśnie, że stało się. Do tego doszły jeszcze nieprzespane noce z małym dzieckiem, które zaczynały dawać znać o sobie. Aby pobudzić organizm po zawalonej nocy, żona ładowała baterie kawą. Jakby tego było mało w Finlandii na co dzień mamy do czynienia z niskim ciśnieniem atmosferycznym, co powoduje, że organizm cały dzień jest ospały i człowiek czuje się jakby był pozbawiony energii. Dlatego żona nie kończyła nigdy na wypiciu jednej kawy i jednej czekoladki. Dziennie było kilka kaw, a słodyczy całe paczki. Do tego doszło jeszcze podjadanie w nocy (efekt tzw. nocnego podjadania). W efekcie jej obecna waga przekracza już 100 kg (dokładnie 103 kg) i mamy teraz oboje spory problem. Jest to dla nas, a w szczególności dla mnie ogromne wyzwanie, aby obniżyć i uregulować jej wagę. Jej marzeniem jest powrót do swojej starej wagi (60 kg) oraz niespożytej energii życiowej sprzed lat. Plan dla nas obu jest bardzo ambitny, za co biorę jako już wyedukowany specjalista ds. żywienia pełną odpowiedzialność. Na swoje barki biorę winę za sukcesy jak i porażki naszej walki ze zbędnymi kilogramami. Bądźcie z nami! Razem zmieniajmy swoje życie na lepsze!