DSCN4902DSCN4905Naprawdę dzieją się cuda!

Wciąż jeszcze nie możemy dojść do siebie po tym i uwierzyć w to, co oboje zobaczyliśmy na wyświetlaczu wagi po pierwszym tygodniu oczyszczania organizmu! To jest niesamowite!!! Jesteśmy wprost zdumieni w jak szybkim tempie udało się nam tak dużo schudnąć. Ja schudłem 7,1 kg, a żona 5,5 kg! A przecież nie do końca chodziło nam o lawinowe chudnięcie, ale stopniowe, kilogram po kilogramie, tydzień po tygodniu. Mieliśmy na początku oczyścić organizm, a później dopiero przejść do właściwego odchudzania. A tu proszę! Jakaż niespodzianka nas spotkała! Trzeba to otwarcie napisać, że jest to wspaniała nagroda dla nas za naszą wytrwałość i niezłomność w pierwszym, niezwykle ciężkim tygodniu oczyszczania organizmu.

Przez pierwsze dni pomimo poczucia osłabienia i nawet chwilowych wstrętów do ciągłego jedzenia warzyw i owoców czułem, że chudnę. Oznaką tego było to, że zaczął mi spadać obwód w pasie. W ciągu tygodnia zdążyłem zmienić odzież roboczą o dwa rozmiary w dół, ale to co zobaczyłem dzisiaj na wadze przerasta moje najśmielsze oczekiwania. Naprawdę nie spodziewałem się takiego efektu. No dobrze. Odczucia, odczuciami. Przejdźmy jednak do samej diety. Jest bowiem kilka rzeczy i praktycznych wskazówek, którymi chciałbym się z Wami podzielić po tych 7 dniach kuracji oczyszczającej.

Ilość i wielkość potraw.

Pierwsza myśl, która mi na gorąco nasuwa się to ilość i wielkość potraw znajdująca się w jadłospisie. Na początku diety przygotowywaliśmy wszystkie potrawy, które znajdowały się w jadłospisie. Jednak po kilku dniach żołądki nam się tak skurczyły, że zdecydowaliśmy się wyrzucić po dwie surówki lub sałatki z każdego dnia. W związku z tym zmuszeni zostaliśmy do przeniesienia niektórych surówek czy sałatek z zestawu obiadowego na kolację, czy na podwieczorek, tak żeby zrównoważyć wielkość posiłków. Zmniejszyliśmy też porcje. Na początku jedliśmy całkiem spore porcje, teraz spożywamy o wiele mniej. Przy tych wszystkich zmianach trzymaliśmy się zasady, że śniadanie powinno stanowić 25% dziennego rozkładu posiłków w diecie, II śniadanie 10%, obiad 35%, podwieczorek 10% i kolacja 20%. Dzięki temu czujemy się najedzeni i mamy siłę i energię do wszystkich czynności życiowych.

Ciepłe posiłki.

Po drugie. Kluczem do niezarzucenia diety są trzy ciepłe posiłki dziennie. Bez tego nie dalibyśmy rady. Musimy każdego dnia rano na śniadanie przegryźć coś na ciepło. W naszym przypadku jest to gorący barszcz na wywarze z kiszonych buraków. Tak zazwyczaj zaczynamy nasze śniadanie. Konsekwentnie na ciepło zaczynamy spożywanie posiłków na obiad i kolację. Czasem zdarzało się, że w menu na kolację nie było ciepłego dania. W takiej sytuacji przerzucaliśmy jedno z dwóch ciepłych dań z obiadu na kolację. Dzięki takiemu zabiegowi czujemy się nasyceni i łatwiej nam później przychodzi jedzenie kolejnych surówek i sałatek.

Przerwy między posiłkami.

Po trzecie. Niezwykle ważne jest to, żeby trzymać się równych przerw pomiędzy posiłkami. Przerwy nie mogą być dłuższe jak 3 godziny. Nie możemy bowiem doprowadzić do poczucia głodu i związanego z tym bólu głowy, brzucha lub nudności. Może nas to w efekcie zniechęcić do kontynuacji diety.

Nie myśl za dużo o jedzeniu.

Czwarta rzecz, która mi przychodzi do głowy to nie myśleć za dużo o jedzeniu (mnie przykładowo wszędzie prześladował zapach pieczonego mięsa, a żonę zapach świeżego chleba). Trzeba żyć normalnym rytmem dnia i nie koncentrować zbytnio swoich myśli na jedzeniu, nie szukać, nie oglądać programów kulinarnych, omijać szerokim łukiem restauracje i fast foody. Natomiast w sklepie kupować tylko to co potrzebujemy do realizacji diety, najlepiej z listą w ręku. Da Wam to wtedy przewagę nad zachciankami i głupimi pomysłami, żeby spróbować złamać dietę i przekąsić coś kalorycznego i niezdrowego. Jeżeli macie głupie myśli w głowie miejcie przy sobie butelkę z wodą i napijcie się. To z pewnością pozwoli Wam pokonać pokusę i odsunie niemądre pomysły:)

Mamo zrób soczku.

Piąta sprawa to taka, którą chciałbym się pochwalić. Poprzez zmianę diety zachęciliśmy córkę do picia świeżo wyciskanych soków. Wcześniej nawet nie chciała na nie patrzeć, a teraz podgląda rodziców i chce być taka jak oni. Sama od siebie pyta, czy moglibyśmy jej wycisnąć pomarańczę czy jabłko. Zmiany więc zaczynają obejmować wszystkich członków rodziny:)

Odpływ energii.

Szósta sprawa, tym razem już nie taka fajna. Przygotujcie się na napady chwilowego odpływu energii. Procesy zachodzące w organizmie pod wpływem diety powodują, że ilość cukru znajduje się na krytycznie niskim poziomie. Z braku glukozy we krwi, mózg na swoje potrzeby zaczyna wychwytywać z ustroju ciała ketonowe, czyli substancji powstających z tłuszczu. To właśnie ten czynnik może sprawić, że będziecie zmagali się z chwilowym osłabieniem. Przykładowo w poniedziałek miałem problemy z wchodzeniem po schodach, brakowało mi też koncentracji i refleksu. Po prostu brakowało mi sił i energii. Kolejny posiłek zrekompensował mi te braki i już nie miałem problemu z jakimkolwiek wysiłkiem fizycznym, czy też umysłowym.

Umiarkowany trening.

No właśnie. Siódma i ostatnia już rzecz, która mi przychodzi do głowy to właśnie aktywność fizyczna. Niestety przy obecnym trybie życia nie mieliśmy dotychczas na to czasu:( Przyznaję się bez bicia:) Jesteśmy zmotywowani, żeby zacząć się ruszać, ale wymagania związane z przygotowaniem posiłków, praca, dzieci i prowadzenie bloga spowodowały, że po prostu zabrakło nam na to dnia. Jeżeli zdecydujecie się na zastosowanie diety oczyszczającej zapomnijcie też o ciężkich treningach. To jest niemożliwe. Przy tak niskiej kaloryczności diety, która nie może przekraczać 800 kcal na dzień, może Wam zabraknąć energii na wyczerpujące ćwiczenia fizyczne. No chyba, że się nie ma żadnych obowiązków, nie pracuje i siedzi w domu. Sugeruję więc na początek, na czas diety oczyszczającej zastosowanie umiarkowanego wysiłku fizycznego, takiego jak spacer, nordic walking, jazda na rowerze lub gimnastyka w domu. Basenu raczej bym tutaj nie zalecał, bo powoduje zwiększone łaknienie, a przy tego typu diecie nie jest to dobry objaw. Chyba, że rekreacyjnie i w ramach odnowy biologicznej. W każdym razie obiecuję Wam, że w przyszłym tygodniu dołączamy umiarkowaną aktywność fizyczną.

Jesteśmy po rozgrzewce.

Na koniec. Zrobiliśmy pierwszy krok do zmiany swojego życia. Zaczynamy chudnąć, zmieniają się nam nawyki żywieniowe. Czujemy się lżejsi i pomimo krótkotrwałych zachwiań nastroju mamy więcej energii życiowej. To dopiero początek, jesteśmy na starcie i nie zamierzamy tego zmarnować. Już nie ma drogi na odwrót, ani żadnego planu B. Będziemy dalej kontynuować to, co rozpoczęliśmy. Droga będzie na pewno wyboista i nieraz nas zaskoczy.

Warto! Warto! Warto!

Chciałbym Wam życzyć, żebyście też tak jak my zabrali się za siebie. Chciałoby się napisać, że nie taki diabeł straszny jak go malują. Naprawdę trochę wysiłku i wyrzeczeń i wszystko jest do zrealizowania. W końcu nie ma rzeczy niemożliwych. W każdym razie czym szybciej to zrobicie, tym lepiej. Życie bowiem jest zbyt krótkie, żeby się jeszcze zastanawiać.